Oto trzecia część konkursowego opowiadania. To już ostatnia szansa, aby wytypować mordercę. Kolejny odcinek będzie rozwiązywał zagadkę. Zapraszamy więc po raz kolejny do zabawy i wspólnego głosowania w komentarzach!
I znowu krótkie przypomnienie zasad. Cel jest jeden – poprawnie wskazać mordercę. A tu bardziej szczegółowo:
1. W konkursie brać udział mogą tylko zarejestrowani użytkownicy;
2. Jeden tydzień – jedna osoba – jeden głos: oznacza to, że każdy z zarejestrowanych użytkowników może co tydzień (co publikację kolejnej części) wytypować jedną osobę, która jego zdaniem popełniła zbrodnię;
3. Szans jest więc trzy – można zmieniać swoje typy po publikacji kolejnej części, można jednak trwać przy swoim;
4. Liczyć będą się tylko poprawne odpowiedzi, co oznacza, że jeśli w pierwszym tygodniu ktoś trafił, a później pomylił się dwa razy w następnych tygodniach, jego pierwsza odpowiedź będzie się liczyć;
5. Im wcześniej, tym lepiej – siłą rzeczy pod koniec opowiadania powinno być łatwiej ze zidentyfikowaniem mordercy z uwagi na szereg informacji ujawnianych w trakcie śledztwa. Najcenniejsze nagrody będą więc do wygrania w pierwszym tygodniu konkursu;
6. Odpowiedzi udzielamy w komentarzach pod tekstem. Można je uzasadniać, można dyskutować, można wspierać się wzajemnie, ale ostatecznie każdy pracuje na siebie! Raz udzielonej odpowiedzi w danym tygodniu nie można zmienić;
7. Spośród poprawnych odpowiedzi Sierotka wylosuje zwycięzców;
8. Mordercą jest tylko jeden bohater lub jedna bohaterka spośród wszystkich wymienionych w pierwszym odcinku opowiadania, fragment można znaleźć pod tym LINKIEM; druga część TUTAJ
9. Aby nie ułatwiać sprawy innym użytkownikom, wyniki konkursu podamy do publicznej wiadomości dopiero po opublikowaniu całości tekstu.
Życzymy miłej lektury i udanego śledztwa!
Dym z ostatniej fajki, cz. III
– O czym ty mówisz? – uniosła się Karolina. – Coś ci się pomyliło! Przecież ona wyszła wcześniej.
– Doskonale wiem, co mówię – odparł Gawit. – Gdy Marek wyszedł, zebrałaś resztę talerzy i zamierzałaś iść do kuchni, ale w drzwiach stanęła Joanna, która wzięła naczynia. Czyli wyszła, a potem wróciła. W międzyczasie Marek udał się do gabinetu.
Grzegorz usiadł za biurkiem. W masywnym fotelu gospodarza wyglądał krucho, choć przecież też był słusznej postury. Skupiony, ze zmarszczonym czołem, milczał i słuchał. Naprzeciw niego stał Franek – przejęty już chyba tylko sobą, choć też nieco spokojniejszy. Karolina kucała obok zszokowanej pani domu, wyraźnie rozdrażniona.
– To o niczym nie świadczy! – syknęła przyjaciółka Zagrodzkiej. – I co? Z talerzami poszła za mężem i poderżnęła mu gardło… Czym właściwie? Nie ma tu żadnych rozbitych naczyń.
Detektyw spojrzał na kobietę z zaskoczeniem. W jednej chwili z płochliwej i cichej kobiety przekształciła się w dzikie zwierzę. Jej głos, wcześniej lekko drżący, nagle wygładził się i nabrał pełnego groźby spokoju.
– Poza tym ja też wychodziłam odebrać telefon – dodała.
– Nie słyszałem, żeby ktoś dzwonił.
– Wyciszyłam.
– I miałaś go w torebce?
– Nie, trzymałam pod ręką.
– Nie zauważyłem.
– I jaki z ciebie detektyw?
Wtem, jak na złość, rozbrzmiała melodia dzwonka. Karolina zbladła po raz kolejny. Zamarła w bezruchu. Dźwięk dochodził z innego pokoju, nieco przytłumiony.
– Niech nikt się nie waży stąd ruszyć! – nakazał Szmul. – Czyj to telefon?
– Karoliny – stwierdził Grzegorz wyjmując dłoń spod blatu biurka. Trzymał telefon, a na zielonkawej tarczy komórki wyświetlał się napis:
Dzwonienie Karolina trwa…
Szmul uśmiechnął się kpiąco i zwrócił się ponownie do kobiety:
– To chyba byłoby na tyle w sprawie wyciszenia komórki…
– Musiałam włączyć dźwięk dzwoniąc na policję…
Joanna odwróciła się do przyjaciółki. Wyraz jej twarzy nie zmienił się ani odrobinę, ale za to w jej postawie zagrała nowa nuta. To był strach, ale inny niż ten, który goście widzieli wcześniej. Nie było już w nim pełnej zrozumienia rezygnacji. Kobieta nie wyglądała już na zagubioną we własnym domu, nie tkwiła w pewności zwątpienia. W tej jednej chwili nagle jakby straciła wszystko – całą siebie, całą przyszłość i przeszłość. Zupełnie jakby chciała uciec, ale nie wiedziała dokąd.
Słowa zamarły jej w gardle. Jedyne co wydała z siebie, to beznadziejne chrząknięcie. Wstała, trzymając się za szyję, wpijając długie paznokcie w skórę, aż popłynęła spod nich cienka strużka krwi.
– Piękne przedstawienie – zagrzmiał Franek. – Cudowne! Chciałoby się w nie wierzyć, tylko że ty o wiele dłużej byłaś poza salonem niż Karolina. Ona zniknęła na chwilę, nie miałaby czasu.
Zagrodzka zachwiała się i wpadła wprost w ramiona Gawita.
– Krzesło – zakomenderował Szmul. – Szybko.
Grzegorz poderwał się zza biurka i podstawił siedzenie. Chwycił kobietę za jedno ramię i razem z detektywem posadzili omdlałą.
– No proszę was… – młodzieniec najpierw zamilkł, tracąc rezon, aby po chwili go odzyskać. – To przecież śmieszne! Nie widzicie tego! Nikt poza tymi dwiema nie wychodził z pokoju!
– Nieprawda! – krzyknął Grzegorz, chwytając karierowicza za poły marynarki. – Ty też, gnoju wychodziłeś!
– Puść mnie sk…
W gabinecie kłótnia rozgorzała na nowo, teraz wraz z rękoczynami. Mężczyźni trzymali się razem za ubrania i przerzucali z jednego końca pokoju na drugi. Uderzyli o biblioteczne szafki, zrzucając książki na podłogę. Łokciami strącili dzban z małego stoliczka. Woda wraz z kwiatami rozlała się po dywanie.
– Przestańcie! – wtórowała wrzaskom Karolina. – Przestańcie natychmiast!
– Nie tylko one! – nie odpuszczał przyjaciel Zagrodzkiego. – Do kibla wyszedłeś, gówniarzu!
– Zabij mnie! Zabij mnie jak jego! No dalej! – Franek nie pozostawał dłużny napastnikowi.
– Przestańcie!
Upadli we dwóch, szarpiąc się wściekle. Czyjaś pięść pofrunęła do góry, aby po chwili opaść. Ktoś kopał bez opamiętania, starając się wyrwać z uścisku. Niecelne uderzenia przeszywały powietrze.
Wreszcie odstąpili od siebie. Zdyszani, na pół leżeli, na pół siedzieli, opierając się o ściany i meble. Obaj z zakrwawionymi twarzami, z jeszcze nieśmiałymi, ale już powoli kwitnącymi znakami walki.
– W kiblu byłeś, przyznaj się – wychrypiał Grzegorz w kierunku młodzieńca. Skóra jego dłoni była rozorana, policzek zaś zaczynał puchnąć.
– A ty na balkonie, na papierosie – dopiero teraz odezwał się Szmul. Stał przy drzwiach, grzebiąc w czarnej skórzanej torebce. – Zanotowałem to, bo palisz przecież od niedawna. I ja, nie zapominajmy o mnie. Wyszedłem na chwilę do ciebie.
– To co? Z balkonu nie ma innego wyjścia, jak tylko do salonu.
– Wspominam o tym, żeby unaocznić wam, że każde z nas w jakiejś chwili było nieobecne w salonie.
– To kto w końcu go zabił? – zapytała Karolina. – Kogo podejrzewasz? Chyba nie Joannę. Ona by nie mogła.
– Każdy z nas mógł. Oprócz mnie oczywiście, ale jak mówiłem, ja jestem poza podejrzeniami. Dlatego, że swoją wersję mogę w każdej chwili udowodnić i zrobię to, jeśli tylko Plancki wreszcie się zjawi i zechce spytać. A zechce.
Gawit oderwał wzrok od torebki i powiedział do kobiety:
– Przynieś szklankę wody, ocucimy Joannę. Nie będzie chciała tego przegapić.
– Niech ona nigdzie nie wychodzi! – uniósł się Franek.
– Spokojnie paranoiku, naprawdę potrafisz działać na nerwy – skwitował detektyw. – Wszyscy Marka zabili tak? Kto nagle przyczepi się do ciebie, natychmiast on jest winny? Nie masz w sobie nic z ojca. On potrafił zachować zimną krew i nie rzucał pochopnych myśli ot tak, w przestrzeń.
Wyszedł na środek pokoju i rozejrzał się.
– No pięknie, kurwa. To miejsce zbrodni, a wy urządzacie bijatyki. Szczyl szczylem, ale po tobie, Grzegorz, nie spodziewałem się czegoś podobnego.
– To… To moja torebka?… – zdziwiła się Karolina.
– Dopiero zobaczyłaś? Oni się bili, ja poszedłem po dowody.
– Dowody? – wycharczał Grzegorz.
– Dowody.
– Ale… – zaczął Franek, ale przerwał mu odgłos policyjnej syreny.
Szmul podszedł do okna i otworzył je na oścież. Wyjrzał. Potem odwrócił się, a na jego twarzy widniał uśmiech.
– No dobrze – powiedział. – To Plancki. W samą porę. Trzeba mu oddać mordercę.
– Wiesz już, kto? – Joanna obudziła się i wlepiała w niego smutne spojrzenie.
– Wiem – odparł.
Ostatnie głosowanie. Poprzednia lista zamknięta!
Detektyw. Szmul Gawit.
Detektyw tak – ale nie Szmul Gawit, a Plancki. Moje uzasadnienie przy pierwszej części :-)
Jak zwykle nie jestem pewien, ale dalej stawiam na Franka.
Pozostanę przy Franku choć obydwie panie wydają sie być równie kuszące do oskarżenia. Jednak syn wydaje mi się lepszym nominatem.
konsekwentnie Grzegorz :)
Szmul Gawit. Coś zbyt często zaznacza, że jest poza podejrzeniem, tak jakby chciał odciągnąć od siebie uwagę.
Karolina, ostatecznie. :)
Aleś to zakręcił. Franek mimo wszystko. Bijatyka, znowu zbytnia nerwowość, wspominana przez Szmula różnica charakterów charakterów ze zmarłym ojcem, a może raczej większa przebiegłość syna. Franek.
Grzegorz! Nie wiem jak to zrobił, ale to on.
Joanna i już, moim zdaniem już wcześniej sobie uświadomiła jakie jest jej życie i postanowiła z tym zerwać ale na drodze staną jej mąż .
:-) Ale…. – zaczął Franek, to ja go zabiłem.
Niezmiennie Franek.
Detektyw – osoba najaktywnie uczestnicząca w dochodzeniu.
Nadal Karolina, choć zacząłem się wahać.
Nadal GRZEGORZ. Np. w pierwszej części wyszedł z pomieszczenia na chwilę, pewnie wtedy wrócił z komórką Karoliny, którą teraz uroczo wyciąga spod biurka. I jeżeli Grześ mówi prawdę, że denat powiedział mu o tym, że żona go zdradzała, to może chce rzucić podejrzenie właśnie na Karolinę, czyli upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Karolina trafi do pudła, a denat do piachu. Ot, moje argumenty, pewnie grubymi nićmi szyte:)
Najbardziej logiczny wydaje się Grzegorz. Silny motyw (nawet podwójny), niszczy mijsce zbrodni no i demaskuje kłamstwo Karoliny. Więc taki jest mój typ.
Wychodzi na to, że to mój pierwszy post, więc wypada się przywitać. Witam :)
dalej stawiam na żonę
Grześ.
No i nie wiem, niby na Karolinę bym postawił ale Grześ też mi pasuje.
I co tu robić? Ostatecznie Grzegorz. Bo pali od niedawna (tak wiem to słaby argument).
Kochanka wespół z żoną…
O, to już ostatni dzwonek. Duet: Karolina i Joanna.
Stawiam na detektywa, to pewniak, miałem taki sen …
Autor?
:)
Stawiam na Grzegorza.
Stawiam na Tolka Banana!
…e, nie, zaraz. To nie ta narracja :(
Dalej Grzegorz
Obstawiam, że zabójcą jest żona.
Franek
Niestety nie wiem kto zapił. Stawiam na Franka
Miało być „zabił” ale tak to jest po weekendzie!
Teraz to już bezczelnie zakręcił… Zmieniam z Karoliny na Grzegorza. Jakoś mi teraz bardziej pasuje…
Joanna :)
Ostatnia szansa na oddanie głosu! Zamykamy możliwość komentowania około godziny 13:00!
Rheged, a kiedy spodziewać się odpowiedzi na zagadkę?
Dziś miała być, ale z uwagi, że dopiero teraz wróciłem z trasy (od samego rana…), to padam na pysk i nie jestem w stanie… Jutro rozwiążemy konkurs. Przepraszam. Przedłużamy termin typowania do jutra do godziny 13.
No dobra, miałem już trzeci raz nie pisać, ale skoro termin przedłuża się i przedłuża… Doprawdy nie wiem, jak wyjaśnisz to samobójstwo! ;)