„Siedzę na balkonie, palę Stanislaw Winter Time w fajce od KrzysiaT, prawdziwym karzełku, ale nie o niej tu… Ten tytoń jest wspaniały, słodki gładki z odpowiednią dozą mocy i pikanterii Latakii. Spalanie? Istna poezja i otrzymujemy to za jedyne 42 zł za puszkę. Czego chcieć więcej? Pisarz ze mnie żaden, ale ten tytoń zasłużył na recenzję.”
Po tych słowach naskrobanych na naszej fajkanetowej „szczekaczce” od razu z zapałem zabrałem się za napisane tej recenzji.
Tytoń zakupiłem pewien czas temu zachęcony super smakiem innej mieszanki od Stanislawa o nazwie Balkan Latakia, następnie przełożyłem do słoika i…od tego czasu dużo w moim życiu się wydarzyło, a tytułowa mieszanka popadła w zapomnienie i dopiero dziś przy porządkach w moje łapy wpadł słoik z nią (nawet nie wiecie jak się cieszę).
Tytoń otrzymujemy w przyjemniej dla oka puszce, która wygląda tak:
Po otwarciu puszki do naszych nozdrzy dostaje się przyjemny delikatnie, pikantny… zapach doskonałej Latakii i czegoś jeszcze słodkiego, mówiącego: zjedz mnie! :)
Widok samego tytoniu nie zachwyca – niedbale połamany flake.
Po wyjęciu i rozdrobnieniu tytoń wydaje się gotowy do palenia, ale niech to was nie zmyli – warto podsuszyć tego flejka.
Ubijamy do fajki, odpalamy i zaczyna się prawdziwa poezja… Tytoń jest wręcz wspaniały. Nasze kubki smakowe są bombardowane idealnie dopasowaną słodkością Virgini, by za chwilę do naszych zmysłów dotarła wręcz cudownie delikatnie, a jednak stanowczo pikantna Latakia… Niebo w gębie. Zero chemii, zero zbędnych dodatków.
Mieszanka w smaku jest niesamowicie gładka, a zarazem głęboka. Czujemy dobrej jakości tytoń odpowiednio dojrzały, odporny na przeciąganie. Dym chłodny, delikatny, przyjemny dla otoczenia. Sam tytoń pali się naturalnie, wręcz powoli i spokojnie, spalając się na siwy popiół. Bez pośpiechu, bez kondensatu, tak naturalnie, bezobsługowo.
Bardzo dużą zaletą jest smak, który tytoń pozostawia w naszych ustach. Czuję naturalną słodycz tak słodką, a jednocześnie nie przesłodzoną z dodatkiem przyjemniej pikanterii i nic więcej. Z naszych ust nie wydobywa się zapach „popielniczki”, a po 15 minutach nasz oddech staje się neutralny.
To wszystko otrzymujemy za jedyne 42 zł za puszkę – serdecznie polecam.
Podszlifowałem nieco składnię i interpunkcję, pewnie Alan znajdzie coś jeszcze.
Sama treść recenzji… przyznam, że pozostanę sceptyczny. Głównie dlatego, że moje niewielkie doświadczenie mówi mi, że mieszanki, które w pierwszym paleniu totalnie zachwycają po trzecim nudzą, a puszkę dopala się z trudem. A te, które w pierwszym paleniu uznaliśmy za „trudne, ale ciekawe” bywa, że wchodzą do stałej rotacji. Ale oczywiście mogę się mylić i może opisany tytoń stanowi chlubny wyjątek.
Ostatnie zdanie mógłby sobie Autor darować, bo ani to wytłumaczenie, ani splendor. Mogę usunąć na życzenie.
Ale żeby nie było, że off, to dodam, że zainteresował mnie ten cykl tytoni oznaczony marką Stanislaw, jak i dwa kolejne, które zdaje się robione są w Kendal.
Z pewną nieśmiałoscią, ale jeszcze nie próbowałem.
UkłonY,
Po wypaleniu jednej fajki nabitej ww. tytoniem muszę przyznać, że ma to „coś”, chociaż uważałbym z używaniem takich słów jak „poezja” i „wspaniały”. W pierwszej połowie palenia wrażenia smakowe stanowiły swego rodzaju tło, ale ciekawiej zaczęło się robić nieco później. W drugiej połowie pojawiło się więcej niuansów i faktycznie paliło się przyjemnie. Na oko próbki zostało mi jeszcze na jedno palenie, więc zobaczymy czy coś się nie zmieni w moim odbiorze tzw. WTF.