Moim zdaniem wybitnie ciekawa aukcja, warto zachować sobie zdjęcia. Pierwszy raz widzę fajkę pogryzioną przez mole, w dodatku na wylot. Ale mi szkoda tej fajki…
- Akcje i Konkursy
- Fajkowe ABC
- Kupiłem cudo!
- Mistrzowie
- Recenzje tytoniu
- A&C Petersen
- Astley
- BBB
- Captain Black
- Colts
- Cornell & Diehl
- Dan Tobacco
- Davidoff
- Dunhill
- Erinmore
- Fribourg&Treyer
- G.L. Pease
- Gawith, Hoggarth & Co.
- Hearth&Home
- Holger Danske
- Ilsted’s
- Imperial Tobacco
- Mac Baren
- McClelland
- Orlik
- Paladin
- Peter Stokkebye
- Peterson
- Planta
- Pozostałe
- Rattray´s
- Robert McConnell
- Samuel Gawith
- Savinelli
- Skandinavik
- Solani
- Stanwell
- Stanislaw
- Torben Dansk
- W.O. Larsen
- Users Voice
- Wokół fajki
- Zamiast Forum
Temat fajek wrzoścowych ponadgryzanych przez mole nie jest tematem nowym; pogryzienie powierzchni wrzośca przez mole jest często udziałem fajek fabrycznie nowych i fabrycznie owiniętych w bibułkę, włożonych w pudełko kartonowe i przechowywanych przez lata w magazynku np. trafiki. Ciemno, brak ruchu i po latach mole się lęgną.
Kilka lat temu pokazała się na EBay pewna liczba fabrycznie nowych czyli nie palonych, lecz wyprodukowanych wiele lat wcześniej i leżących bardzo długo w oryginalnych tekturowych pudełkach fajek w magazynie starej trafiki o ile pamiętam gdzieś w Chile. Trafika w końcu podległa likwidacji i okazało się, że fajki w magazynie były ponadgryzane przez mole. Pamiętam ówczesne rozmowy na ten temat. Tu widzę, że znów mamy do czynienia z fajką fabrycznie nową w oryginalnym pudełku i pochodzącą z Ameryki Poludniowej; tym razem – z Rio de Janeiro.
Znaczanie wcześniej miałem w rękach pewną liczbę fajek o wrzoścu także przez mole pogryzionym, a pochodzących w Wysp Brytyjskich. Niektóre z nich pochodziły z czasów I i II Wojny Światowej. Znałem dokładniej historię kilku tych fajek; należały one do byłych żolnierzy, którzy trzymali te fajki w kieszeni kurtki wełnianego tzw. battle dresu. Po demobilizacji nadal tą samą kurtkę nosili do prac około domu, w ogrodzie, a fajka nadal „mieszkała” w tej samej kieszeni tej samej kurtki. Po śmierci „nosiciela” battle dresu nie wyrzucono, a wraz z innymi pamiątkami/rzeczami osobistymi po Zmarłym włożono do pudła kartonowego i wyniesiono na strych. Fajka pozostała w kieszeni battle dresu, a kiedy wiele lat później dokonywano na owym strychu gruntownych porządków, okazało się, że kurtka battle dresu jest bardzo przez zalęgłe w niej mole pogryziona, a pozostawiona tak, jak ją Zmarły nosił w kieszeni fajka też jest przez mole ponadgryzana. Battle dresy spalono, uprzednio odpruwszy z nich dystynkcje, baretki odznaczeń, a niektóre z tych fajek stoją do dziś na kominkach w domkach na Wyspach jako ozdoba i pamiątka rodzinna, kilka wróciło do Polski jako rodzinne pamiątki dla kolejnych generacji cześci Rodzin zamieszkałych w kraju.
Swoją drogą to ładna, choć nadgryziona zębem czasu… tfu, mola, fajka jest.
Toż to serce się kraje…mole , termity , korniki – zarizaty!!!
Taka piękna fajeczka przerobiona przez złośliwy owad na durszlak :(
A mnie się wydaje, że ona jednak nie ma dziur na wylot…
Oczywistością jest, iż o żadnych dziurach na wylot mowy nie ma. Myślę, że jednego z Przedmówców poniosla tzw. swada polemiczna. W tym konkretnym przypadku owe wygryzienia – widzę, że należy dodać: powierzchniowe – będą najpewniej niewidoczne na fakturowanej powierzchni wrzośca po właściwym wyrównaniu barwy. Oczywiście na miejscu ewentualnych chętnych do nabycia Savinelli w edycji Punto d’Oro za relatywnie małe pieniądze upewniłbym bym się w trybie korespondencji prywatnej ze Sprzedającym, czy owe wygryzienia nie występują także wewnątrz paleniska, a jeśli tak, to jak wyglądają i jak są głębokie.
Kornik nie jada drewna martwego, za niszczenie mebli, podłóg, więźby dachowej itp odpowiedzalny jest kołatek domowy ale wątpię czy połaszczył by się na wrzosiec… głównie z racji wielkości przedmiotu, kołatki prędzej zjadły by stojak na fajki niż fajki.
– rozumiem skojarzenia z innym „zwierzątkami”, ale to są mole, taki gatunek moli znany od dawna w świecie amatorów, zbieraczy, konserwatorow fajek.
Ależ ja sobie zdaję sprawę z tego że w tym wątku mowa o molach, Krzysztof jednak przytoczył jeden z mitów miejskich, jakoby korniki zjadały wyposażenie domowe (w kontekście rozmowy o fajkach przywołuje te stworzenia) a ja niejako mam uczulenie na ten mit… nie wiem czy z tego powodu że darzę sympatią zapomnianego kołatka, czy z racji tego że kołatek bywa moim żywicielem w okresach kiedy z powodu różnych perturbacji życiowych powracam do pracowni konserwacji mojego ojca i między innymi walką z kołatkiem się zajmuję.
Janie Szanowny – połasić , to się może kot lub pies i to jeszcze do kogoś…
Natomiast kołatek na wrzosiec się nie połaszczy…
Coraz częściej słyszę pojęcie „łasić się” używane zamiast „łaszczyć się” . To naprawdę wielka różnica pojęć.
Przepraszam za zwrócenie uwagi i za OT.
Pozdrawiam
Krzysztof
I dziękuję za wyjaśnienie co zacz kołatek. A ja myślałem ,że kornik…
no tośmy się popoprawiali…
Jesteś pierwszą znaną mi osobą, która odróżnia kornika od kołatka. Dotychczas nie spotkałem takiego osobnika i czułem się jak jakieś dziwadło – chociaż nigdy nie obracałem się w kręgach konserwatorów drewna, więc może to dlatego.
A fajkę z dziurką po molu mam – i to dziurka jest w ciekawym miejscu, bo przy wejściu kanału dymowego. Idzie w głąb szyjki i niknie w otchłaniach wrzośca. W użytkowaniu fajki nie przeszkadza w każdym razie.
Poza nie jako spaczeniem wyniesionym z domu, miałem taki czas w życiu kiedy zbierałem i klasyfikowałem rzuczydła różnej maści, uzbierałem i opisałem kilkadziesiąt mniej lub bardziej interesujących (z pozomu 12 latka) okazów. Ale kołatek dobrodziej i żywiciel jakoś szczególnie utkwił mi w sercu :D A w zbiorze owadów mieszkał na specjalnym kartoniku bo szpilki były nań za wielkie… w towarzystwie innych drobiażdżków.
Janek, ja wiem, że nie każdy jest mocny z ortografii, że się szybko pisze… ale, u licha, co to jest za słowo „rzuczydło”?
Oczy mi się połamały.
UkłonY,
„Oczy mi się połamały.”
:) :) :) :) :) :) :) :)
Poważniejszy, stojący wyżej w hierarchii, paskudniejszy żuczek. Ale w zapisie, który mi dzisiaj zalecał Krzyś – transkrypcja mandaryńska. Błagam, nie uczmy się wzajemnie ortografii. Zapytać o to tajemnicze słowo – a to jak najbardziej.
A WŁASŚNIE ,ŻE UCZMY SIĘ OD SIEBIE – WSZYSTKIEGO…
Ortografia ojczystego języka jest moim zdaniem równie ważna , jak Katalog Dunhilla , Stanwella i inne spisy i historie tytoniowe…
Uczmy się od siebie – nie pouczajmy się.
Człek składa się z nałogów…i wiedzy…
… a także ze sporej porcji bezradności, drogi Krzyszofie.
… i lenistwa… miły Jacku.
No i się sprawa przedwcześnie wydała…rzuczydło to żuk rzutki w żuciu miękich elementow wrzośca, pozostawiając w rezultacie na powierzchni charakterystyczne ślady, wgłębienia i bruzdy. Kiedyś tak zrzuczydłowana vel zrzuczydlona fajka wpadła do garnka z wrzącym olejem, w którym żona pewnego ubogiego czeladnika siodlarskiego przygotowywała mężowi sakramentalne chips do gotowej już fish. I tak dociekliwi badacze odkryli genezę sławnych ustników Fish Tail (rybi ogon), bo jak taki w usta weźmiesz, to jakobyś rybę w ogon gryzł, a zaproszeni do współpracy specjaliści z British Muzeum rychło wskazali na pokrewieństwo rzuczydeł ze świętymi skarabeuszami, toczących kształtne formy wiadomo z czego.
Co prawda istnieje pogląd, wedle którego owe teorie są stworzone przez środowiska niechętne Dunhillowi, ale połóżmy to na karb odwiecznych postępowań konkurencji. Możemy dodać, iż rzutkie rzuczydła natrafiwszy na fajki z wrzośca bejcowane na wylot, zadawane szkłem wodnym, innymi prekarbonizatami, lakierami etc chemią po zabraniu się za żucie tak spreparowanego wrzośca natychmiast padają martwe, a powierzchnia takich fajek nie ulega zrzuczydłowaniu. Podobno rzuczydła zmutowały, i na sam widok logo tak wykonywanych marek zwiewają gdzie pieprz rośnie.
Panie Jacku dziękuję za tą finezyjną obronę mojego karygodnego błędu w tym oczołamnym neologiźmie.
Piszę nieuważnie, koszmarnie nieuważnie, ale zapytajcie redaktorów jak trudno jest wyłapać błąd w tekście który się jeszcze pamięta. Lekarstwo jest tylko jedno- nie pisać.
Pisać, pisać, tylko myśleć, jak się pisze.
I to jeszcze zulu…chlip
– a nie chlipać, a wejśc w tryb korespondencji prywatnej ze Sprzedającym, i jak podaję powyżej, za psie grosze nabyć ASA.
– cóż, jeśli rzeczywiście są tam tak, jak głosi opis, przegryzienia na wylot, to sprawa może się skomplikować. Pewne typy perforacji na wylot są do zreperowania tak, że fajka nic nie traci ze swych walorów użytkowych i estetycznych, ale to nie może być traktowane jako reguła „stuprocentowa”. Na pewno warto dopytać, być może Sprzedający nie dysponuje językiem angielskim w stopniu wystarczającym do dokładnego określenia typu uszkodzeń/perforacji.
Jednym słowem, fajka zramolała cała.